Bat kontra mielizny. Jak tradycyjna łódź połączyła dwa brzegi Wisły [wywiad]
O uruchomieniu weekendowych przepraw tradycyjnym batem wiślanym między Stajenczynkami a Ciechocinkiem, żegludze przy rekordowo niskim stanie wody oraz o tym, dlaczego XIX-wieczna szkutnicza tradycja wygrywa z nowoczesną technologią, rozmawiamy z Marcinem Karasińskim, sternikiem łodzi „Nasuta Copernicus” i działaczem Nadwiślańskiej Organizacji Turystycznej.
Jak minęły pierwsze rejsy i jakim zainteresowaniem cieszy się nowa przeprawa wśród mieszkańców gminy Obrowo, Ciechocinka oraz turystów?
Marcin Karasiński: Na razie frekwencja jest bardzo dobra. Pomimo pogody w kratkę zainteresowanie było duże, szczególnie w niedzielę. Widzimy, że zarówno przeprawami na drugą stronę, jak i rejsami widokowymi interesują się turyści oraz mieszkańcy, którzy zabierają rodziny, rowery i robią sobie wycieczki do Ciechocinka albo stamtąd dalej, przez Toruń i z powrotem do swoich domów.
Znaczny wpływ na tę frekwencję ma chyba biegnąca w pobliżu trasa rowerowa?
Marcin Karasiński: Ta ścieżka naprawdę dużo daje. To ogromny atut nadwiślańskich gmin. Widzimy po frekwencji, że rowerzyści docierają do nas i chcą przeprawiać się na drugą stronę. Wiślana Trasa Rowerowa to jeden z najlepszych odcinków w naszym województwie. Mieliśmy nawet momenty, w których liczba chętnych przekraczała moce przewozowe naszej jednostki. Na razie cały projekt powiał sporym optymizmem.
Czytaj także: Promem do Ciechocinka. Ruszyły weekendowe rejsy ze Stajenczynek. Sprawdź harmonogram i cennik
Ten odcinek Wisły słynie z walorów przyrodniczych. Co można zobaczyć z pokładu łodzi?
Marcin Karasiński: To niezwykle piękny i bardzo malowniczy odcinek rzeki. Z tarasu widokowego roztacza się widok na przepiękną dolinę, a krajobraz Wisły jest tu zbliżony do naturalnego. Jesteśmy na terenie dawnego zaboru rosyjskiego, gdzie rzeka – w przeciwieństwie do zaboru pruskiego czy okolic samego Torunia – nie została uregulowana w XIX wieku. Mamy rozlewiska, archipelag wysp i łach wiślanych. Na tych łachach jest mnóstwo ptaków. Bielika można zobaczyć praktycznie podczas każdego rejsu. Do tego koryto rzeki układa się w kierunku wschód-zachód, więc popołudniowe i wieczorne zachody słońca na linii Wisły są po prostu zachwycające.
Rejsy odbywają się w warunkach wyjątkowo niskiego poziomu wody. Jak drewniana łódź radzi sobie z mieliznami?
Marcin Karasiński: Tradycja pokonuje nowoczesność. Te łodzie przez setki lat budowano tak, by radziły sobie także przy niskim stanie wody. Nasz bat wiślany płynął z Torunia do Stajenczynek przy stanie wody, któremu brakowało zaledwie paru centymetrów do rekordu wszech czasów niskiego stanu. I przepłynął bez najmniejszego problemu, podczas gdy nowoczesne, plastikowe jednostki w Ciechocinku czy promy stają przy brzegach uwięzione. Wisła zawsze charakteryzowała się zmiennością – bywały wezbrania, ale i niżówki. Dawni szkutnicy potrafili budować łodzie odpowiadające na te wyzwania i dziś jesteśmy tego świadkami. Pływamy bez kłopotu, realizując wszystkie kursy, nawet przy pełnej obsadzie z rowerami i 12 pasażerami na pokładzie.
Czytaj także: Toruń stawia na sport. Rusza cykl wakacyjnych imprez dla całych rodzin
Czy w Stajenczynkach planowany jest przystanek w ramach nadchodzącego Festiwalu Wisły?
Marcin Karasiński: Tak. Festiwal rozpoczynamy 7 sierpnia i przy tej ekstremalnej niżówce przypłynie na nasze wody około 40 tradycyjnych, drewnianych jednostek płaskodennych z całej Polski. Oprócz pracy w firmie Nasuta Copernicus działam w Nadwiślańskiej Organizacji Turystycznej, która organizuje to wydarzenie. Postanowiliśmy stworzyć mały przystanek festiwalowy w Stajenczynkach. Bardzo dobrze współpracuje się nam z gminą Obrowo. Jest też znakomita współpraca z ośrodkiem „Na Wiślanej Skarpie”. Dlatego postanowiliśmy, że jednym z przystanków Festiwalu Wisły będą Stajenczynki, by promować to miejsce. Jest świetna atmosfera i energia, to doskonały przykład współdziałania samorządu, organizacji pozarządowej i prywatnego biznesu.
Jakie są plany na kolejne lata? Czy myślicie o rozbudowie tego połączenia?
Marcin Karasiński: Nie chciałbym zapeszać. Postawiliśmy tam przystań, która umożliwia bezpieczne wsiadanie i wysiadanie. Kuracjusze również pytali o rejsy. Na razie mamy jedną jednostkę i nie byliśmy w stanie obsłużyć wszystkich chętnych. Widzimy jednak, że także po tamtej stronie zainteresowanie jest duże. Jest to sezon pilotażowy i musimy zobaczyć, jak zainteresowanie będzie wyglądało w dłuższej perspektywie czasu. Jeśli ten trend się utrzyma, w przyszłym sezonie na trasie z pewnością pojawią się dwie jednostki.

