Ksenofobiczna kampania przeciwko Anglikom w Złotorii. Pod ich domem pojawili się zamaskowani ludzie
O tym konflikcie sąsiedzkim wiedzą już wszyscy mieszkańcy podtoruńskiej Złotorii. Zaangażowane w niego zostały policja, prokuratura, władze gminy, a nawet ambasada Wielkiej Brytanii w Polsce. Padają groźby pozbawienia życia, odpalane są petardy, a kilka dni temu podczas nocnej interwencji policja zatrzymała uzbrojonego w nóż napastnika, który wygrażał śmiercią. Skala ksenofobii i zaszczucia osiągnęła już zenit.
Mieszkają w Złotorii od dwóch lat
Małżeństwo obywateli Wielkiej Brytanii (Edward i Margaret) sprowadziło się do Złotorii z Londynu w pierwszej połowie 2024 r. Marzyli, aby stać się częścią lokalnej społeczności – zaczęli więc od posprzątania ulicy, przy której zamieszkali. Zbierali też od swoich sąsiadów podpisy pod petycją o zmianę miejsca składowania odpadów budowlanych pozostawionych nieopodal placu zabaw.
Czytaj także: Duża akcja Straży Granicznej i policji w Kujawsko-Pomorskiem. Zatrzymano 20 cudzoziemców
Adam Sadowski – wiceprzewodniczący Rady Gminy Lubicz – przyznaje, że Edward i Margaret poprawili estetykę wsi. Własnoręcznie zadbali o tereny zielone, brali też udział w zbiórce charytatywnej w miejscowej szkole.
– Już wtedy spotkaliśmy się z pierwszymi przejawami niechęci – mówi Edward, wieloletni trener personalny piłkarzy z angielskiej Premier League. – Ktoś zatruwał kwiaty, które posadziliśmy, a inni celowo zostawiali nam pod furtką psie odchody. Usłyszeliśmy, że „ukradliśmy polską ziemię”, że „jesteśmy kosmitami”, że „Złotoria jest tylko dla Polaków”. Jeden z sąsiadów groził nam, że mieszkańcy wsi przyjdą po nas z widłami, bo nie jesteśmy z Polski.
Próg zwalniający miał pomóc
Sprawa zaczęła przybierać gorszy obrót, gdy małżeństwo Anglików postanowiło rozwiązać problem samochodów łamiących przepisy przed ich domem. Te miały należeć do pracowników pobliskiej firmy. Małżeństwo wspomina, że kilkukrotnie ledwo uniknęli wypadku z pędzącymi przed ich domem samochodami. Zwrócili się z prośbą do władz gminy o zainstalowanie nieopodal ich domu progu zwalniającego. Gmina zgodziła się go zainstalować, jednakże koszty pokryć musiało angielskie małżeństwo.
Czytaj także: Zwłoki 49-letniego mężczyzny znalezione w Toruniu. Znajdowały się w fosie fortu
– W mentalności Brytyjczyka nie ma miejsca na łamanie przepisów, a my mamy znacznie mniej kategoryczne podejście do tych samych przepisów – mówi Adam Sadowski, radny gminy Lubicz ze Złotorii. – Np. ograniczenia prędkości traktujemy nie jako nakaz, ale sugestię.
Kolejne miesiące pokazały im, że próg zwalniający nie rozwiąże problemu. Wiele samochodów zaczęło celowo „palić gumę” na plastikowym progu. Po kilku miesiącach trzeba było go wymienić – znów na koszt Edwarda i Margaret. Tymczasem inne progi na tej samej ulicy pozostawały nietknięte. Od sąsiadów dowiedzieli się, że męczący ich kierowcy to głównie pracownicy jednej z lokalnych firm. Aby załagodzić sytuację, skontaktowali się z Przemysławem M., który wcześniej podawał się za przedstawiciela tejże firmy.
– Od pierwszej rozmowy z tym człowiekiem nasze życie zmieniło się w koszmar – z przerażeniem opowiada Margaret. – Powiedział, że jeśli będziemy zgłaszać młodych kierowców na policję, to jego ludzie przyjdą po nas z lasu i zrobią coś z naszym domem lub gorzej, bo to nie Anglia, ani Australia, a Polska.
Zaczęły się pojawiać poważne groźby
To właśnie Przemysław M. ma być najbardziej zaangażowany w ataki na Brytyjczyków. To on podniósł w mediach społecznościowych temat problemów z Anglikami, który wkrótce przerodził się w kampanię nienawiści. Dziś mężczyzna ma krążyć przed ich domem nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Miał też odpalać pod ich domem materiały pirotechniczne, blokować drogę czy prowokować Edwarda do bójki na ulicy. Często używał wobec nich ksenofobicznych wyzwisk. Czuł się wyjątkowo pewnie, ponieważ nawet w obecności policjanta groził Margaret, że „chętnie by ją wysadził i zakopał”. Usłyszał wówczas od funkcjonariusza jedynie słowną reprymendę.
Aby poznać stanowisko drugiej strony, skontaktowaliśmy się z Przemysławem M. Na wieść, że rozmawialiśmy również z małżeństwem Anglików, nie zgodził się na zamieszczanie swoich wypowiedzi w materiale dziennikarskim.
Po tym, jak nękający Edwarda i Margaret kierowcy zostali zgłoszeni na policję, Przemysław M. starał się zrzeszyć mieszkańców za pomocą mediów społecznościowych w sprawie „inwigilacji” prowadzonej przez mieszkańców Złotorii. Problemu upatrywał w monitoringu na ulicy, przy której mieszkają Edward i Margaret. W rozmowie z „Poza Toruń” twierdził, że jego wpis nie był wycelowany w małżeństwo Anglików, choć przyznał, że kamery na innych domach nie są dla niego problemem.
Policja została zaangażowana w sprawę
Niektórzy internauci twierdzili, że są przez nich nagrywani. Tymczasem ustawienie kamer, to co nagrywają oraz ich oznakowanie, zostało sprawdzone przez policję, która potwierdziła, że wszystko odbywa się w sposób legalny.
Przemysław M. twierdzi, że to, o co oskarża go małżeństwo ze Złotorii, jest nieprawdą. Zapewnia, że nikomu nie groził śmiercią, nie blokował przejazdu samochodem, ani nie rzucał pod adresem sąsiadów ksenofobicznych haseł. Jednak na nagraniach i zdjęciach przekazanych policji i prokuraturze widać zupełnie odwrotną historię… Dodał też, że posiada obszerny materiał dowodowy, który pokazuje, że Edward i Margaret również dopuścili się łamania prawa. Odmówił jednak pokazania nam tego materiału.
Przemysław M. miał też złożyć na policji doniesienie o popełnieniu wykroczenia przez Margaret, która miała celowo wskoczyć na maskę jego samochodu. Podał nawet dokładną datę i godzinę tego zdarzenia. Problem w tym, że dokładnie w tym czasie Margaret była na zakupach z dala od domu, co widać na wyciągach z karty bankowej.
Nożownicy pod domem Anglików
Angielskie małżeństwo zaczęło wierzyć, że groźby śmierci pod ich adresem to nie tylko próba zastraszenia, a realne zagrożenie. W nocy z 8 na 9 sierpnia pod ich domem pojawiło się trzech zamaskowanych mężczyzn, którzy z nożami w rękach grozili, że ich zabiją. Przerażeni Edward i Margaret zadzwonili na policję, której udało się zatrzymać jednego z napastników.
– W minioną sobotę (8 sierpnia) policjanci interweniowali przy ul. Leśnej w Złotorii w związku ze zgłoszeniem, które dotyczyło użycia gazu oraz kierowania gróźb wobec kobiety przez osoby poruszające się pojazdami typu cross – przekazuje młodszy aspirant Sebastian Dobrzeniecki, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. – Zebrany w tej sprawie materiał dowodowy oraz ustalenia funkcjonariuszy doprowadziły do wytypowania sprawcy zdarzenia, który został już zatrzymany. Okazał się nim 20-letni mieszkaniec Torunia. Mężczyzna usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych oraz niezatrzymania się do kontroli drogowej. Za swoje postępowanie odpowie przed sądem. Grozi mu nawet do 5 lat pozbawienia wolności
Sprawą Brytyjczyków ze Złotorii zajmuje się prokuratura oraz policja, a Ambasada Wielkiej Brytanii w Warszawie oficjalnie zainteresowała się tematem. Pełnomocnik Edwarda i Margaret – mecenas Mariusz Królikowski – złożył w toruńskiej prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dotyczy ono działań pracowników lokalnej firmy, braku bezstronności policjantów z posterunku w Dobrzejewicach, a takżePrzemysława M.
Czy ludzie nakręcający spiralę nienawiści po nocnym ataku nożowników opamiętają się? Na razie wiele na to nie wskazuje, za to coraz częściej w Złotorii słychać głosy: „obyśmy nie mieli tu morderstwa”.



rafa
21 sierpnia 2026 @ 13:05
Mieszkam w okolicy Złotorii i na co dzień obserwuję, jak szybko przybywa tu mieszkańców.
W ostatnich latach nastąpił tu wręcz gwałtowny rozwój budownictwa jednorodzinnego, a proces ten wciąż postępuje, obejmując również przyległe miejscowości.
Ta dynamiczna suburbanizacja rodzi jednak ogromne wyzwania logistyczne.
Codzienne życie nowo osiedlonych rodzin – praca, urzędy oraz przede wszystkim szkoły i przedszkola dla dzieci – nadal w całości koncentruje się na terenie Torunia.
W efekcie każdego poranka i popołudnia generuje to potężny ruch. Przepustowość lokalnej infrastruktury nie nadąża za tym tempem: do dyspozycji kierowców jest w zasadzie jeden główny most, a kolejny oddalony jest o około 10 kilometrów. W godzinach szczytu obie te przeprawy są kompletnie sparaliżowane, a zatory drogowe rosną z miesiąca na miesiąc.
W tej sytuacji ulica Leśna od zawsze stanowiła dla kierowców naturalny i dogodny objazd korka tworzącego się przed jednym z mostów. Sam często poruszam się tamtędy autem oraz rowerem. To tradycyjny skrót funkcjonujący od lat – ewentualny objazd tego odcinka wynosi aż 2 kilometry, dlatego dla nikogo rezygnacja z tej trasy po prostu nie wchodzi w grę. Sama ul. Leśna jest przy tym wąska i kręta, co z powodu konieczności mijania się z samochodami z naprzeciwka w naturalny sposób wymusza już bardzo wolną i ostrożną jazdę. Około rok temu przy tej ulicy powstał nowy dom. Początkowo ucieszyłem się, bo właściciele estetycznie zagospodarowali pas drogowy do pobliskiego skrzyżowania. Moje zdziwienie nastąpiło jednak, gdy na tej ruchliwej drodze zamontowano dwa progi zwalniające, z czego jeden na samym łuku ciasnego zakrętu, co przy gorszych warunkach pogodowych może powodować wypadanie aut z drogi. Niedługo potem próg przy nowej posesji szybko przebudowano na duzo wiekszy garb. Zastanawia mnie tutaj tempo działania gminy, która w zaledwie kilka tygodni postawiła i zmodyfikowała te zabezpieczenia. Dziś dom stoi za wysokim murem z kamerami skierowanymi prosto na drogę. Sytuacja ta skłoniła mnie do szerszej refleksji. Znam przypadek, w którym nowi mieszkańcy po roku od przeprowadzki na wieś wymusili na sąsiedzie zaniechanie małej hodowli drobiu, bo przeszkadzało im pianie koguta. Mam wrażenie, że obecnie wiele osób przenosi się w nowe miejsca i próbuje podporządkować sobie całą okolicę według własnych wyobrażeń.
Często przed zakupem działki nie sprawdzają oni, jak dane miejsce funkcjonuje na co dzień w różnych porach doby, a oceniają je wyłącznie przez pryzmat krótkiej wizyty przed transakcją. Ostatecznie rodzi to trudne dyskusje o tym, jak pogodzić naturalną potrzebę spokoju jednostki z prawami i codziennymi potrzebami społeczności, która żyje i korzysta z tej infrastruktury od lat. Oczywiscie ucieszylem sie z reakcji policji na mlodziez poruszajca sie motocyklami – spacer w lesie gdzie akurat jezdza z duza predkoscia nie nalezy do bezpiecznych.
Ed
29 sierpnia 2026 @ 08:02
Stop spreading false information. You are one of the people who has been harassing us for months. Even the village head recently published a letter stating that this group of jealous and xenophobic people need to stop their hate or you will answer in court for your false allegations. The speed bumps were installed by the gmina and paid for privately. My wife even told you this in person when you interrogated and harassed her outside our house for over one hour. Our cameras also do not face the road. Your cameras in fact record the road, as do many other hosss also on Lesna. Stop making false allegations and learn the facts and law before speaking.
Rrr
20 sierpnia 2026 @ 21:42
Wolno komentować?
Stefek+Wandzia
16 sierpnia 2026 @ 21:23
Yebane polskie prymitywy. Oby pchły z tysiąca wielbłądów zagnieździły im się pod pachami i na tyłkach.
Gsvsbbhh
13 sierpnia 2026 @ 15:43
Jakiej k. ksenofobii? Chyba chodzi o próg a nie o narodowość żałosny pismaku