Tęga głowa z kiosku. Kim jest Mariusz Węgrzyn z Lubicza?
W Lubiczu Dolnym nie każdy wie, kim jest Mariusz Węgrzyn. Nie jest to postać, która pcha się na plakaty lub lansuje się w mediach społecznościowych, dlatego nie każdy wie, że pan Mariusz to cicha legenda Lubicza. Wiedzą to zwłaszcza ci, którzy mieli okazję przekonać się, jak ogromną wiedzą dysponuje. Skromny mężczyzna, od prawie trzech dekad pracujący w tym samym miejscu, regularnie bierze udział w teleturniejach, w których udowadnia swoją nieprzeciętną wiedzę. Nie robi tego dla pieniędzy.
Pierwszy start w „Jeden z Dziesięciu”
Kiosk przy ulicy Toruńskiej, w samym centrum Lubicza Dolnego, wygląda jakby pochodził z innych czasów. W miastach takich już się prawie nie spotyka. To tu, od prawie trzydziestu lat, nieprzerwanie pracuje Mariusz Węgrzyn.
– Zaczynałem jako kierowca w Ruchu, gdzie rozwoziłem towar do kiosków – rozpoczyna opowieść o sobie Mariusz Węgrzyn. – Wtedy to były inne czasy i trzeba było odwiedzić sto kilkadziesiąt punktów, więc było co robić. A dziś? Ile w Toruniu zostało kiosków? Pewnie by można policzyć na palcach jednej ręki…
Mimo to Mariusz Węgrzyn na swój los czy brak zarobków nie narzeka. Jego kiosk ma swoich stałych klientów, którzy cenią sobie szybkie zakupy w okienku i przystępną cenę.
– Wiadomo, że nie zarabiam tu kokosów, ale na skromne życie wystarczy – uśmiecha się pan Mariusz. – Ale zdaję sobie sprawę, że jestem trochę takim „gatunkiem na wymarciu”.
Choć kioski znikają już z krajobrazu polskich ulic i chodników, to jednak nie to wyróżnia mężczyznę, który prowadzi swój mały biznes w pobliżu Gminnej Biblioteki Publicznej w Lubiczu. Jego prawdziwa supermoc znajduje się w głowie. Zadając mu pytania z różnych dziedzin, można dojść do wniosku, że wie prawie wszystko o chemii, historii, biologii, medycynie, muzykologii, teatrologii i tych wszystkich naukach, o których znakomita większość z nas nie ma zielonego pojęcia.
– Skąd to się u mnie wzięło? Pamiętam dzień, kiedy podjąłem decyzję o pierwszym starcie w teleturnieju „Jeden z Dziesięciu” – dodaje Mariusz Węgrzyn. – Oglądałem go w telewizji i zorientowałem się, że znam prawie wszystkie odpowiedzi. W sumie zawsze miałem dość szerokie zainteresowania i bardzo dobrą pamięć. Od astronomii, przez historię starożytności i średniowiecza, po nazwijmy to wiedzę ogólną.
Pan Mariusz w teleturnieju „Jeden z Dziesięciu” startował łącznie dziesięć razy. Cztery razy zwyciężył, jednak ani razu nie udało mu się triumfować w wielkim finale. Aby w nim zwyciężyć, trzeba mieć nie tylko bardzo szeroką wiedzę, ale też trochę szczęścia, bo zdarzają się tak trudne pytania, że tylko nieliczni znają poprawne odpowiedzi.
Aby dostać się w „Jednym z Dziesięciu” do rozgrywki telewizyjnej, trzeba przedostać się przez eliminacje. Wyglądają one dość prosto. Każdy z chętnych, w miejscu wyznaczonym przez producentów programu, dostaje kartkę z dwudziestoma pytaniami, na które trzeba odpowiedzieć. Aby się zakwalifikować dalej, trzeba udzielić siedemnastu poprawnych odpowiedzi. Czterokrotnie pana Mariusza objął jeszcze jeden przepis – każdy, kto zwycięży, przez cztery lata nie ma prawa przystępować do kolejnych eliminacji.
Nie dla nagrody
Jeśli ktoś myśli, że za zwycięstwo na triumfatora czekają bogate nagrody, ten jest w błędzie – pięć tysięcy złotych w gotówce, oraz nagrody rzeczowe, to nie jest zbyt hojny dar… Znacznie bardziej opłaca się zwyciężyć w wielkim finale, bo wówczas dla najlepszego zawodnika czeka 50 tysięcy (40 tysięcy za zwycięstwo i 10 tysięcy za największą liczbę punktów). Mimo to pan Mariusz podkreśla, że nie bierze w teleturniejach udziału dla pieniędzy, bo gdyby tak było, starałby się o udział w „Milionerach”. Tymczasem tego nie zrobił, za to próbował swoich sił w innych programach rozrywkowych – „Najsłabsze Ogniwo” czy „Va Banque”.
– To jest bardzo skromny i kulturalny człowiek – mówią zgodnie o Mariuszu Węgrzynie bibliotekarki z gminnej biblioteki. – Nigdy nie robił z siebie nie wiadomo kogo, ale widać, że zna wartość swojej wiedzy.
W kiosku przy ulicy Toruńskiej życie toczy od lat tak samo. Ktoś zatrzyma się po tytoń, kto inny po wodę mineralną. Mało kto zwraca uwagę, że w przerwach między obsługą klientów skromny sprzedawca sięga po książkę. I z każdą przeczytaną kartką jego wiedza rośnie, a szanse na wygraną w teleturnieju rosną.

