Suburbanizacja – ucieczka od miasta czy droga donikąd? Felieton Tomasza Mosiołka
Kiedy słyszę, że pod Toruniem „znów ktoś się buduje”, coraz częściej wyczuwam w tym nutę narzekania. A przecież to jedna z najlepszych wiadomości, jakie może dostać region.
Ludzie nie przeprowadzają się tam, gdzie jest źle. Wybierają miejsca, w które wierzą. A liczby nie kłamią: od 2002 r. gmina Obrowo urosła o blisko 140%, Zławieś Wielka o ponad połowę, a Lubicz o niemal połowę. I nie są to gminy, które się starzeją – średnia wieku oscyluje tu wokół 37-39 lat, poniżej krajowej. Osiedlają się tu młodzi, z dziećmi. To nie statystyczny szum – to tysiące osób, które świadomie policzyły: tu chcę żyć, tu warto zostać, tu ulokuję oszczędności. Suburbanizacja nie jest ucieczką od Torunia. Jest dowodem, że Toruń i jego okolice są warte wyboru.
Pamiętam te same pola sprzed kilkunastu lat. Dziś stoją na nich domy, w których rano pachnie kawą, a wieczorem pali się światło. To nie „rozlewanie się miasta”. To region, który dojrzewa.
Jako planista przestrzenny i land deweloper widzę to z bliska i nie mam wątpliwości: dobrze zaplanowany rozwój to nie zagrożenie, lecz najlepsza inwestycja, jaką wspólnota może w siebie włożyć. Droga, plan, media, sensowny podział gruntu – to nie biurokracja, to fundament pod spokojne życie i rosnącą wartość ziemi. Tam, gdzie buduje się z głową, każdy kolejny sąsiad podnosi wartość poprzedniego.
Nie bójmy się więc tego, że pod Toruniem przybywa adresów. Bójmy się raczej regionów, z których ludzie wyjeżdżają. My mamy problem odwrotny – i to dobry problem.
Ziemia pod Toruniem nie tanieje, bo nie tanieje wiara w to miejsce. A na nią pracuje każdy, kto buduje tu coś trwałego – mieszkaniec, gmina i ten, kto przygotowuje grunt pod kolejne marzenia.

