Sprawdzam i oceniam. Felieton Mirosława Graczyka
Wiosna w samorządzie to tradycyjnie czas, kiedy na stoły trafiają opasłe bilanse i sprawozdania, a w kuluarach przez wszystkie przypadki odmienia się słowo: absolutorium. Dla przeciętnego mieszkańca brzmi to jak tajemnicze zaklęcie lub nudny, urzędowy rytuał. W rzeczywistości to najważniejszy, coroczny egzamin dojrzałości dla władz. Moment, w którym wspólnie mówimy „sprawdzam” i rozliczamy wójta, burmistrza czy zarząd powiatu z każdej złotówki.
Czy te tabelki w Excelu powinny nas interesować? Bez wątpienia. Za suchymi liczbami kryje się twarda informacja o tym, czy obiecany chodnik powstał na czas, czy szkoła dostała sprzęt i czy lokalny szpital odpowiada na potrzeby pacjentów. Absolutorium to nic innego jak roczny rachunek sumienia z zarządzania naszym wspólnym, domowym budżetem. Co ważne, te finansowe słupki nie wiszą w próżni. Na tej samej sesji oceniamy sprawozdanie z programu rozwoju powiatu. Dzięki temu raporty zyskują odzwierciedlenie w rzeczywistości, a zamiast urzędniczego żargonu dostajemy jasny komunikat o kierunku, w którym zmierzamy.
Czytaj także: Sukces bez schematów. Felieton Mirosława Graczyka
Oba dokumenty to potężne narzędzia kontroli społecznej, które nie są wiedzą tajemną. Każdy znajdzie je bez problemu w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP). Warto tam zajrzeć i sprawdzić, na co poszły nasze podatki. To najlepsza polisa ubezpieczeniowa przed obietnicami bez pokrycia. W gminach odrzucenie sprawozdania otwiera furtkę do odwołania włodarza, a w powiatach oznacza wniosek o dymisję zarządu. Zamiast szukać pretekstu do podziałów, traktujmy ten mechanizm jako szansę na merytoryczną rozmowę o przyszłości. Samorząd to praca zespołowa. Ostateczne absolutorium i tak wystawiają nam sami mieszkańcy – na co dzień oceniając jakość życia w małej ojczyźnie.

