Wakacje z głową. Felieton Mirosława Graczyka
Szkolne korytarze już opustoszały. Ostatni dzwonek to dla wielu z nas sygnał do wyjazdu – ruszamy nad jeziora, w góry i na letnie szlaki. Beztroska nie zwalnia nas jednak z myślenia. Nie „wyłączajmy głowy” na urlopie, aby wyjazd nie zamienił się w dramat. Statystyki wypadków mówią same za siebie, a trzeźwe myślenie to wciąż najtańsze ubezpieczenie.
Rower, rolki czy elektryczna hulajnoga dają mnóstwo frajdy, dopóki nie zaliczy się twardego zderzenia z asfaltem. Dlatego kask na głowie to absolutna konieczność, a nie obciachowy gadżet. Zamiast uczyć się na bolesnych błędach, lepiej po prostu zapiąć klamrę pod brodą i czerpać radość z bezpiecznej jazdy. Zdrowie jest przecież ważniejsze niż fryzura.
Czytaj także: Sprawdzam i oceniam. Felieton Mirosława Graczyka
Żywioł wody niesie zupełnie inne wyzwania. Jeziora i rzeki nie wybaczają błędów. Dzika plaża kusi spokojem, ale tylko strzeżone kąpielisko z ratownikiem na wieży daje realne bezpieczeństwo. Skoki na główkę w nieznanych miejscach to czysta loteria, w której stawką bywa wózek inwalidzki albo życie. Ten moment brawury ma zbyt wysoką cenę, by ryzykować dla chwilowego pokazu odwagi.
W letnie poranki możemy pospać dłużej, więc wracamy do domu późno, korzystając z uroku długich wieczorów. Nie zapominajmy wtedy o widoczności na drodze. Jeden mały odblaskowy element na bluzie czy plecaku sprawi, że po zmroku kierowca dostrzeże nas z bezpiecznej odległości i zyska czas na właściwą reakcję. To prosty mechanizm: daj się zauważyć, zamiast pozostawać niewidzialnym punktem na ciemnym poboczu.
Zadbajmy o to, aby we wrześniu wszyscy spotkali się w tych samych, pełnych składach – z głowami pełnymi pięknych wspomnień, a nie bolesnych nauczek. Ostatecznie o udanym urlopie rzadziej decyduje ślepy traf, a znacznie częściej nasze własne decyzje i… „włączona głowa”.

