Zielony przemysł – partner czy winowajca? Felieton Przemysława Termińskiego
Zielona transformacja miała być projektem cywilizacyjnym, który pogodzi ochronę środowiska z rozwojem gospodarczym. W praktyce coraz częściej przypomina ćwiczenie z biurokratycznej akrobatyki, w wyniku którego największą umiejętnością przedsiębiorcy staje się nie innowacyjność, lecz zdolność nadążania za kolejnymi formularzami, certyfikatami i obowiązkami sprawozdawczymi.
Nietrudno odnieść wrażenie, że w części politycznych gabinetów utrwalił się obraz przedsiębiorcy jako postaci wyjętej z XIX w., zamkniętej w stereotypie ciężkiego, przestarzałego sektora, który niewiele ma wspólnego ze współczesnością. Tymczasem stan faktyczny wygląda zupełnie inaczej. To właśnie przemysł od lat inwestuje w efektywność energetyczną, odzysk surowców czy technologie ograniczające emisje. Nie z powodów ideologicznych, ale czysto ekonomicznych. Marnotrawstwo nigdy nie było dobrym biznesem.
Paradoks współczesnej Europy polega na tym, że z jednej strony żąda się od lokalnych producentów coraz wyższych standardów, a z drugiej bez większych oporów importuje się towary wytwarzane przy znacznie niższych wymogach środowiskowych. W efekcie emisje nie znikają – zmieniają jedynie adres.
Czytaj także: Patriotyzm gospodarczy: moda czy konieczność? Felieton Przemysława Termińskiego
Polski przemysł drzewny jest dobrym przykładem tej hipokryzji. Od lat wykorzystuje produkty uboczne, wpisując się w ideę gospodarki obiegu zamkniętego, zamienia trociny i zrębki w wartościowe paliwo odnawialne, ograniczając ilość odpadów. A jednocześnie musi ciągle udowadniać, że nie jest problemem, ale elementem rozwiązania.
Zielona transformacja bez przemysłu będzie tylko pięknie oprawioną broszurą z ambitnym hasłem na okładce. Nie powstanie bez fabryk, bez technologii, bez ludzi, którzy realnie coś wytwarzają. Warto bowiem pamiętać, że cywilizacji nie buduje się przy biurkach ekspertów, ale tam, gdzie powstaje konkretna wartość. I być może największym wyzwaniem dla dzisiejszej Europy nie jest ochrona klimatu, lecz odzyskanie szacunku dla pracy, produkcji i zdrowego rozsądku.

